środa, 4 marca 2015

Rozdział 22

Oczami Alex
Podjechaliśmy pod centrum handlowe i wyszliśmy z samochodu. Po drodze rzucaliśmy się śniegiem jak małe dzieci. Weszliśmy do środka.
- No to komu kupujemy najpierw prezenty?- Spytał Luke
- A tak wogóle to kto będzie?
- No ja, ty, Ash, i Matt
Pokiwałam głową nie wiedziałam od kogo mamy zacząć
- Ok to ja idę tędy a ty tamtędy ok?
- Ok
I rozdzieliliśmy się. Postanowiłam najpierw kupić prezent Lukowi.  Kupiłam mu bardzo , stylowy' sweter. Potem szukałam prezentu dla Asha. Znalazłam mu bardzo fajną poduszkę, akurat pasuje do niego bo to straszny śpioch. A Mattowi czapkę + dla każdego po koszulce. Zostało mi już tylko czekać na Luka. Po jakiś 15 minutach przyszedł zapakowaliśmy prezenty do bagażnika i wsiedliśmy do samochodu.
- Alex do kiedy będziesz mogła tu zostać?
- Jak na razie do 7 stycznia a co?
- Nic tak pytam
Wracaliśmy i akurat znowu zaczął padać śnieg. Zrobiło się tez pochmurno. Przez to wszystko zaczęłam myśleć jaki sens ma życie. Przecież jak już się urodzimy to jeszcze mało co rozumiemy a potem idziemy do szkoły i tak przez ponad 10 lat. Potem jeszcze studia. Potem trzeba iść do pracy i dopiero na starość człowiek ma czas, jeśli dożyje tej starości. I jeśli dożyje to i tak potem umiera.
- Już jesteśmy- z zamyślenia wyrwał mnie głos Luka.
Wypakowaliśmy zakupy i zabraliśmy je do domu. Ja zabrałam swoje do pokoju a Luke to szczerze nie wiem gdzie. Było już późno tak właściwie to 17 ale w zimę o tej porze jest już ciemno. Położyłam się na łóżku i usnęłam

Sen
Nagle znajduje się w moim pierwszym domu. Był tam nawet mój brat Dylan i rodzice też. Ale ja i Dylan byliśmy mali no tak bo jeszcze byliśmy dziećmi. Był słoneczny dzień. Wyszliśmy wszyscy razem z domu. Szliśmy w jeszcze znanym mi kierunku czyli do parku. I po chwili się tam znaleźliśmy. Rodzice usiedli na ławce a ja i Dylan poszliśmy się bawić. Niech sobie przypomnę mieliśmy wtedy już prawie cztery lata. No ja już miałam ale mój brat jeszcze nie. Potem Dylan pobiegł na chwilę do rodziców, a ja czekałam na niego aż w pewnym momencie dostałam piłeczka w głowę. Podbiegł do mnie chłopczyk. Tak ten mały chłopczyk to był właśnie Luke.

I oczywiście ktoś musiał mnie obudzić np. Luke no co za przypadek. Przyszedł akurat gdy mi się śnił.
- Hejo młoda
- Siema. Ty to masz wyczucie czasu
- wiem. Idziemy coś porobić- spytał siadając na łóżku
- Zależy co
- Ubierać choinkę
- Teraz?
- No tak a co?
- Tak wcześnie?
- Co ty, to że jeszcze dwa dni do świąt nie znaczy że nie można ubrać choinki.
- Może i tak
- To jak idziesz?
- Tak
Zeszliśmy na dół. Był tam też Ash i Matt. Choinka i ozdoby również były. I zaczęło się ubieranie choinki. Bombki założyliśmy nawet spokojnie ale już resztę to nie. Rzucaliśmy łańcuchami w kogo się tylko dało. Po 2 godzinach skończyliśmy. Nagle usłyszałam że dzwoni mi telefon. Pobiegłam na górę...

Trochę opóźniony za co przepraszam ale mam nadzieje że się podoba. Jeśli to przeczytałaś/eś zostaw kom :)